poniedziałek

26.10.2015

Drogi Nikt,
Dzisiaj znów naszła mnie choroba. Ta jest trochę gorsza niż wszystkie, które w tym roku mnie dotknęły. Podczas gorączki mogę spać, na kaszel mogę wziąć syrop, na ból, tabletkę. A to... ból żołądka, wymioty, ból jelit... Nie, nie jelitówka. Doktor pomyślała sobie, że na palec da mi antybiotyk łykany, i myślę, że mój żołądek powiedział dość, bo razem z nimi, biorę o wiele za dużo leków niż normalny żołądek by wytrzymał. I nawet leki osłonowe nic nie dadzą na to, że w żołądku moje dobre bakterie umarły.
I te dodatkowe dwie tabletki dziennie są już zabójcze. Jakby mało tego było, lekarz bardzo sprytnie dobrał mi ich zbyt dużą dawkę. Więc siedzę teraz w domu myśląc, czy zwymiotuje zaraz czy nie, całkowicie niewyspana. Ale są dobre strony wszystkiego! Jest 26 dzień października, coraz bliżej moich urodzin, odzyskuje z ludźmi wartymi uwagi kontakt, mogę zostać w domu myśląc, jak jest, i jak jest dobrze. Chociaż teraz muszę pić jakieś ohydne roztwory z elektrolitami, które smakują jak sól rozpuszczona w wodzie, dużo soli, to... Nie męczę się. Bardziej męczę ten list bo piszę go już prawie cały dzień. Dosłownie. A nie wiem kiedy wyjdzie zobaczyć światło dzienne... w sumie, nie światło dzienne, tylko czeluści internetu. Chciałabym żeby ktoś czytał to, co tutaj piszę, dużo ludzi, ale potem wiem, że to jestem ja.
Wlewam tutaj całą siebie, wszystkie swoje myśli. Może i nie piszę o tym, jak wygląda moje życie, ale przecież ważniejsze jest myślenie. To jestem ja.
Na zawsze twoja,
W.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz