wtorek

06.10.2015

Drogi Nikt,
Drogi nieznajomy. Pod natłokiem obowiązków i innych rzeczy, rzeczy, które robić muszę, albo chce, żeby nie zaburzyć tej równowagi którą długi czas budowałam w domu, nie robię nic. Ich więcej mam, im bardziej czuje, że mi się grunt przewraca do góry nogami, grawitacja puszcza, a ja lecę, lecę daleko od podłoża - w tym przypadku od szkoły, i nie wracam. Po prostu im więcej mam do zrobienia, tym mniej mam siłę, nawet nie ochotę, ale siłę psychiczną, by ruszyć tą leniwą dupę i zabrać się za to, co mnie w końcu czeka.
Ale przecież to mnie nie czeka, przecież wszystko ma się zmienić. Wystarczy poczekać te 40 dni. Cholerne 40 dni, bo przywiązuję do nich taką wagę, a kto wie, co się wtedy wydarzy. Tracę czasami oddech, dla tych paru godzin przesiedzianych w jednym budynku tylko i wyłącznie dla mojej matki. Bo ja nie robię tego dla siebie, dla ocen, dla odwalenia, tylko dla matki. Gdyby moja matka nie przywiązywała takiej wagi do tej jednej rzeczy, nie pojawiłabym się tam już więcej. Czyli zmieniła tą szkołę póki mogę. Boli mnie trochę, że po 18 roku życia wywołam burzę i wojnę w domu, ale nie mogę całe życie robić coś dla kogoś, prawda? Muszę czasami dokonać własnego, może i błędnego, wyboru. To ja ponoszę konsekwencje za moje czyny, jak i przyjmuje za nie nagrody, a nie ktoś inny. Więc dlaczego ktoś ma mi mówić co mam wybierać? No ale cóż, prawo niestety ogranicza mój wybór i moje życie, więc do 18 roku życia nie wybieram ja nic. Mogę wybrać czy kiwnę lewym, czy prawym palcem, co zjem na śniadanie. Ale nie mogę decydować o swojej przyszłości.
Ale nie wyobrażam sobie życia bez tej kobiety, która mnie wychowała, zawsze broniła, chociaż w jednej rzeczy zawiodła. I jestem z tego bardzo zadowolona, że przed tym mnie nie obroniła. Bo pokazała mi, że nikt nie obroni mnie przed samą sobą. To ja muszę zawsze odnaleźć w sobie tą siłę, żeby walczyć. I to też ona mi pokazała. Więc zburzyłam mur. I skończyłam walkę.
Na zawsze twoja,
W.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz