Drogi Nikt,
Najgorsze w traceniu bliskich jest patrzenie, jak się oni zmieniają. Słyszę od ludzi o przyjaźniach po paręnaście lat. A ja? Ja zawsze trafiam na osobę z którą mogę góry przenosić. A potem ta osoba się zmienia. Czasem raptownie, czasem powoli. Ale zawsze przez przyczynę, której nie mogę zmienić.
To trochę boli. Bo jak pisałam tobie, przyjaciele to dla mnie rodzina. A kiedy twój przyjaciel od ciebie odchodzi... Choć nigdy nie traci się kontaktu na zawsze, coś zostaje, chociażby czasami głupie 'co tam?'. Ale pamiętasz dalej tą osobę jako tą, która cie rozumiała jak nikt inny. Czemu to powtarza się wciąż i wciąż. Może to ja nie nadaje się do dłuższej relacji? Nie, może ja po prostu to przyciągam. Może muszę z tego wyciągnąć jakieś wnioski. Dziś już mi się nie chce myśleć - tak jak jutro, pojutrze. I nie będę w stanie zrobić tego, co inni ludzie mają za codzienność, czego inni ode mnie oczekują. Czasem myślę, że najlepiej by było się poddać temu pechowi i popaść w depresje, ale ja przecież nie mogę, ja muszę walczyć! Jakbym chciała odpuścić to tyle rzeczy by zostało zaprzepaszczone.. dlaczego ja cokolwiek planuje? Przecież to moje życie i nie mogę o tym zapominać - ono zmienia się szybciej niż pory roku. Choć czasem elementy zostają takie same przez długi czas, a dopiero potem znikają.
Dzisiaj nic więcej do napisania nie mam - jest późna godzina a ja... zmęczona. Wycieńczona. Cóż, muszę przestać pić.
Na zawsze twoja,
W.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz