Drogi Nikt,
Przepraszam, że wczoraj nie napisałam do ciebie. Byłam zajęta sprawami zbyt przyziemnymi i pospolitymi, głupim zabijaniem czasu i sama nie wiem, kiedy ten czas minął, który miałam do chwili powiedzenia sobie 'idź już spróbować zasnąć'.
A teraz siedzę, jest godzina 21:30, znów starałam się zacząć pisać wcześniej by móc napisać więcej i do ciebie i książkę, ale im więcej czasu mam tym mam go mniej. Przynajmniej udało mi się zdobyć Grę Anioła, mogę ją wreszcie przeczytać i ze smutkiem stwierdzić, że nie mam już nic Zafona do przeczytania, bo przeczytałam chyba wszystkie jego książki, które wydał. Nie ważne dla mnie jest, czy piszę o dzieciakach, które szukają upiora w pociągu-widmo, czy jest to poważna powieść o wojnie i życiu więźnia, wplątane w codzienność Barcelony - nie ważne. Piszę dla mnie tak pięknie, że mógłby napisać książkę sci-fi, a tego gatunku nienawidzę, mimo to przeczytałabym ją z zapartym tchem. Tak niesamowicie przenosić się w jego myśli, w wydarzenia, które opisuje, w te ulice Barcelony, bo głównie zakochana jestem w serii o Cmentarzu Zapomnianych Książek. Naprawdę... nie umiem opisać tego, jak wreszcie udało mi się zdobyć tą książkę po przejściu na pieszo kawału drogi w poszukiwaniu jej. Mimo iż teraz mam co jakiś czas wrażenie, że zawodzę się na ludziach, choć potem mi przechodzi, aż w końcu sama nie wiem, czy jest źle, czy może mi się wydaje, mam książki i muzykę. Próbuję trzymać się ostatnich desek ratunku, a trzymam się ich tak mocno, że chronię się tym skutecznie, póki co, przed depresją. I jestem z tego dumna, bo większość osób z taką burzą w mózgu i sercu by nie wytrzymała...
A ja się trzymam, nawet prostych rzeczy, głupich myśli, ale trzymam się tak, by przeczekać ten etap czując się dobrze. Choć mogłam to zauważyć, od jakiegoś czasu się pieprzyło.
Na zawsze twoja,
W.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz